2013-11-15 12:25
 Oceń wpis
   

 Dramat na Filipinach po tajfunie, ludzie głodują, a transporty z pomocą padają łupem band

 Duża katastrofa naturalna zawsze prowadzi do tego samego, do anarchii. Widzieliśmy to w Polsce po powodziach i widzimy teraz na Filipinach. Oczywiście skala zniszczenia jest tam dużo większa, a problemem jest nie tylko brak wyżywienia, ale też realne niebezpieczeństwo ze strony szabrowników, którzy zaczynają zabijać ludzi.

 Okolice Tacloban stały się bardzo niebezpieczne. Transporty z pomocą humanitarną często padają łupem uzbrojonych band. Mamy tam do czynienia z taką samą sytuacją, jaka panowała w Nowym orleanie po ataku huraganu Katrina. Wtedy również wiele band złożonych z tak zwanych "Afroamerykanów" zaczęła siać terror. Doszło wtedy do tego, że strzelali się z armią amerykańską.

 Po tak poważnym kryzysie humanitarnym wszystko ulega przeobrażeniom i znany nam z filmu świat Mad Mana staje się nagle rzeczywistością. To, co przeżywają Filipińczycy dobrze wskazuje na to, czego się spodziewać w przypadku jakiegoś cywilizacyjnego kolapsu. Większość takich dramatów kończy się na lądzie utratą władzy rządu na rzecz uzbrojonych band. Gdy warunkiem przetrwania jest zabicie kogoś innego, lub okradzenie go to po prostu w czasie zapaści cywilizacyjnej tak się dzieje.

 Dlatego właśnie największym utrudnieniem w dostarczeniu pomocy na Filipiny są sami Filipińczycy, którzy spowodowali, że pomaganie im stało się bardzo niebezpieczne. W międzyczasie na lokalnym lotnisku Tacloban tłoczą się ludzie, którzy chcą uciekać. Armia nie jest sobie w stanie poradzić z ogromną ilością uchodźców. Wywożeni są szczególnie ludzie starsi i dzieci. Jednak dziennie lotnisko opuszcza jedynie 120 osób, więc rozładowanie tego potrwa wiele tygodni.

 Tacloban to niemal 200 tysięczne miasto, dlatego fakt, że zostało zniszczone w 80 procentach robi wrażenie. Odbudowa potrwa bardzo długo, a wiele osób, które przeżyły już teraz deklaruje, że uciekają z wyspy Leyte i spróbują sobie ułożyć życie gdzieś indziej, bo tu nie ma do czego wracać.

 Przypadek Leyte pokazuje też, jaki jest podstawowy problem dla każdego preppersa. Nie wystarczy mieć trochę żywności, przede wszystkim trzeba umieć obronić swoją rodzinę i siebie samego. To pozostaje największym wyzwaniem w takim pozbawionym moralności i prawa post apokaliptycznym świecie, jaki zostawił za sobą supertajfun Haiyan.

http://zmianynaziemi.pl/wideo/dramat-filipinach-po-tajfunie-ludzie-gloduja-transporty-pomoca-padaja-lupem-band

Tagi: wydarzenia, Apokalipsa, Filipiny, Leyte, dramat po tajfunie

Komentarze